7 - 11 wrzesień 2026. Tadek, Misiu, Jarek, Tajemnik
Wycieczka otrzymała kryptonim "Kajakiem po Bugu", dlaczego ? długo by o tym pisać. W każdym razie wspaniała czwórka (w tym dwa ogiery) po wypożyczeniu drugiego rowera w Białce Tatrzańskiej znalazła się w
Poniedziałek. wczesnym popołudniem, na Polanie Sosny, tym razem w chacie z Kir, a nie w Spiskiej chacie jak 15 lat wcześniej.
Bez zbytniego ociągania ruszamy do restauracji, aby dopracować plan na jutro.
Wtorek. Zgodnie z wczorajszymi ustaleniami jedziemy na słowackie Zamagurze do wsi Mała Frankowa. Tam zostawiamy Jarka i Tadka z jego kijkiem przy początku żółtego szlaku na Magurę. Samochód parkujemy kilometr wyżej, przy kościele i cmentarzu. Tam opieprza nas (gwarą spiską) miejscowy góral. Ponieważ jednym z moich ulubionych zajęć jest publiczne popisywanie się bezużyteczną wiedzą, zrobię dygresję.
DYGRESJA:
Zamagurze, jak sama nazwa wskazuje, to część Spisza leżąca na północ od grzbietu Magury Spiskiej. Od 1920r. 1/3 tej ziemi należy do Polski. Północną część Spisza, a więc i Zamagurze zamieszkują Górale Spiscy, którzy mówią gwarą spiską. Gwara spiska, zaliczanaa przez polskich badaczy do gwar małopolskich, w/g Słowaków to Goralské nárečie. "Goralské nárečia sú nárečia poľského pôvodu, ktorými hovoria Gorali žijúci jednak na česko-poľsko-slovenskom pomedzí zhruba medzi Jablunkovom v Česku a severným Spišom na Slovensku. Sú časom klasifikované ako mikrojazyk." W/G słowackiej Wikipedii gwary tej (nárečia) używają prawie wszyscy gorale. Natomiast 99% mieszkańców Zamagurza słowackiego uważa się za Słowaków, a 99% polskiego za Polaków.
Podaję to jako przyczynek do wielkiej dyskusji p.t. Narody tworzą państwa, czy może państwa tworzą narody
Koniec DYGRESJI.
Jarek, Tadek i kijek mają 5km i 400m pod górę na szczyt 1116m, gdzie znajduje się górna stacja Gondoli Bachledka. Tajemnik z Misiem zjeżdżają 4km do Wielkiej Frankowej, a potem 5km w górę Osturniańskiego potoku. Osturnia była kiedyś wielką 1,5 tysięczną wsią zamieszkałą przez Rusnaków( Łemków, Rusinów), z których wielu to "chýrni bačovia", cokolwiek to znaczy. Teraz wieś liczy ok. 300 mieszkańców (w tym 2 Polaków, 1 Rusin i 4 Czechów, reszta Słowaków obrządku greckiego) Za to chałupy, czyli drewenice zadbane aż do przesady. Cała wieś to tzw. żywy skansen, jakich wiele na Słowacji. W połowie wsi droga skręca w dol. potoku Bystra, a następnie wspina się zakosami na grzbiet Magury. Stąd już 8km drogą grzbietową do miejsca spotkania. Tam przy drugim piwie oczekują już piechurzy.Siadamy przy stole, w pełnym słońcu podziwiając widoki Tatr, oraz wielkiej ilości młodych, opalonych kobiet w tradycyjnych ludowych okryciach. Siedzi się miło, ale Misiu, który po drugiej kolejce przestał nam towarzyszyć, okazuje pewne zniecierpliwienie. Ruszamy więc w dół, do Frankowej. Tajemnik z Misiem trudną drogą obok podpór wyciągu, a potem asfaltem od dolnej stacji do kościoła. Trwa to niecały kwadrans. Dzwonimy do koleżków. Okazuje się, że Tadkowi urwał się film, w związku z czym schodzą na prawo, do Jeziorska zamiast na lewo do Frankowej. To również 4km zejścia, ale trzeba po nich jechać 10km. Tajemnik rzuca kilka obraźliwych słów, po czym zdejmuje rower z bagażnika i grzeje na nim 16km przez Wielką Frankową i Kacwin do Niedzicy. W czasie nie dłuższym niż wypicie piwa na Polanie Sosny zjawia się reszta wycieczki.
Środa Po jakże słusznej uwadze Tadka, że na trasie wycieczki musi być schronisko, postanawiamy rozpocząć ją w Kotlinie Tatrzańskiej i zwiedzić doliny między Tatrami Bielskimi i Wysokimi. Jedziemy przez przeł. Magurską 930m. Przed Viborną (po niemiecku i węgiersku zwaną Piwną Studnią) widzimy na poboczu grupy i grupki cygańskich kobiet. Jak później sprawdziłem, w Bierbrunn (Sörkút) mieszka 90% Cyganów. Reszta to Romowie. Za Viborną Lendak. Olbrzymia (ponad 5 tys.) wieś wyglądająca jak miasteczko. Tu musi nastąpić
DYGRESJA II
Lendak jest obecnie stolicą kulturalną Górali Spiskich. W/g źródeł słowackich nawet wśród młodego pokolenia gwara spiska jest w powszechnym użyciu, a strój ludowy (nb. podobny do podhalańskiego) używany w czasie świąt i uroczystości. W Lendaku urodził się i umarł Wojciech Halczyn-Stracony - delegat wraz z Piotrem Borowym na konferencję pokojową w Paryżu 1919r. O ile Borowy zażywa sławy pośmiertnej - była nawet próba wyniesienia Go na Ołtarze, to Halczyn jest zupełnie zapomniany. Starostą Lendaku jest obecnie Mirosław Koszczak, którego przodek również był działaczem propolskim na pocz. XXw.
Koniec DYGRESJI II
Na parkingu w Kotlinie Tatrzańskiej zostawiamy samochód i rozdzielamy się. Jarek i Tadek idą (5km) do schroniska Plesnivec pięknie położonego pod Skalnymi Wrotami na zboczach Bujaczego Wierchu w Tatrach Bielańskich. Misiu z Tajemnikiem chcą odwiedzić schronisko przy Zielonym Plesie w dolinie Kieżmarskiej Białej Wody. Trochę szosą, trochę dróżką rowerową wzdłuż szosy jedziemy do wylotu doliny. Dróżka skręca w las i już widać, że nie będzie łatwo. Co prawda nie jest zbyt stromo, ale warstwa ruchomych otoczaków powoduje że przednie koło skacze w różnych kierunkach, a tylne buksuje. W końcu Tajemnik siada w cieniu na omszonym głazie, aby odpocząć. Przechodzi para małolatów z którą startowaliśmy, a za chwilę taternik ze zwiniętą liną na ramieniu i wypchaną czymś reklamówką. Na Tajemnika tylko spogląda z zadumą, Misiowi będącemu 100m w przodziej opowiada zaś, że dalsza droga jest znacznie gorsza. Ta opinia zamyka sprawę, tzn. kończy wycieczkę, bo o ile pchanie rowera pod górę ma jeszcze jakiś sens, to pchanie go z góry nie ma żadnego. Zjeżdżamy w dół (z jednym glebowaniem) i wracamy do wylotu Doliny Siedmiu Żódeł której dnem wije się droga do schroniska Plesnivec. Niestety, sytuacja się powtarza. Po przejechaniu 2,5km osiągamy polankę wypoczynkową z ławeczką i stoliczkiem. Można tam wypić piwo, zadzwonić do kolegów i sprawdzić dalszą drogę. Piwo okazuje się smakowite, koledzy są już w schronisku, a dalsza droga jest nieprzejezdna. Po niecałych dwu godzinach Tadek i Jarek dochodzą do naszej polanki. I tu można zakończeć opis dnia, aczkolwiek wieczorem też zorganizowaliśmy pewne atrakcje.
Czwartek Pogoda nie najlepsza, więc plany z konieczności ograniczone do okolicy. Pomysł wejścia na Trzy Korony rzucony przy śniadaniu przez Tadka urzekł wszystkich. Tak więc Misiu zawozi piechurów pod schronisko, a po jego powrocie kolarze ruszają na trasę, tym razem całkiem asfaltową. Droga nasza biegnie do Czerwonego Klasztoru, potem w górę pot. Lipnik aż do wsi o tej nazwie. Tam opuszczamy dolinę i wspinamy się na grzbiet oddzielający Lipnik od Leśnicy. Na grzbiecie ławeczka z daszkiem, pkt widokowy i sklepik z piwem i miodem.

POWRóT